O Niedźwiedziej-juszce, Zawali-drodze, Zawali-górze i Wyrwi-dębie
O Niedźwiedziej-juszce, Zawali-drodze, Zawali-górze i Wyrwi-dębie
Stanisław Ciszewski / bajka
Jedna kobieta szła plewić len, który miała pod lasem. Kiedy była zajęta pracą, wyszedł z lasu niedźwiedź i porwał ją do swej jaskimi. Żyła tam kilkanaście lat i miała z niedźwiedziem syna. Syn ten ssał przez siedem lat i nazywał się Niedźwiedzia-juszka. Kiedy dorósł, kazał sobie zrobić Kowalowi laskę co miała siedem cetnarów i puścił się w świat.
Idzie, idzie, aż tu Zawali-droga zawalił mu drogę. “Poczekaj” powiada Niedźwiedzia-juszka, “tylko ja się do ciebie dostanę, będziesz się miał spyszna!” Kiedy przedostał się przez przeszkody, które mu zagradzały drogę, jak się rzuci na Zawali-drogę, jak go zacznie okładać swoją laską, - zbił go okropnie i zmusił zostać swoim sługą.
Poszli obydwaj dalej. Idą, idą, aż tu Zawali-góra całą górę im rzucił na drogę. “Poczekaj,” powiada znów do niego Niedźwiedzia-juszka, “niech ja się tylko do ciebie dostanę, to poczujesz moją rękę!” Kiedy przebyli górę jak zacznie Niedźwiedzia-juszka bić Zawali-górę - zbił go na kwaśne jabłko i zmusił także do zostania jego sługą.
Tak więc miał już dwóch służących i wszyscy razem odbywali dalej drogę. Idą, idą i przyszli do jednego zamku, gdzie postanowili zamieszkać. Po niejakim czasie powiada Niedźwiedzia-juszka do Zawali-drogi: “słuchaj, zostaniesz w domu i ugotujesz nam obiad, a my pójdziemy na polowanie.” Zawali-droga ugotował pełny kocioł mięsa dla swych towarzyszy i czeka na nich z obiadem. Wtem słyszy, że ktoś puka do drzwi. A to był Wyrwi-dąb, który miał brodę na siedem sążni długą. “Otwórz mi”, powiada Wyrwi-dąb. -”A cóżeś to za starosta, żebym ci otwierał”, odpowiada Zawali-droga. Rozgniewał się Wyrwi-dąb i jak pchnie w drzwi, drzwi wyleciały a on wszedł. “Zasadź mię za stół, rzecze do Zawali-drogi.” - “Nie zasadzę” odpowiedział Zawali-droga. Jak skoczy Wyrwi-dąb, jak się rzuci na niego, zbił go straszliwie, oderwał pas skóry z grzbietu i zjadłszy obiad odszedł.
Kiedy Niedźwiedzia-juszka ze swym towarzyszem powrócili z polowania, pyta się Niedźwiedzia-juszka Zawali-drogi: “a cóż obiad ugotowałeś?” - “Ugotowałem” - “A gdzież jest?” Wstyd było Zawali-drogę przyznać się, że się dał pokonać Wyrwi-dębowi, więc odpowiedział, że ponieważ był bardzo głodny, a oni nie wracali, zjadł więc wszystko sam.
Na drugi dzień mówi Niedźwiedzia-juszka do Zawali-góry: “no teraz na ciebie kolej gotować obiad.” Ugotował znów Zawali-góra kocioł mięsa i czeka na towarzyszy. A Wyrwi-dąb przychodzi do drzwi i puka. - “Otwórz mi.” - ”A cóżeś to ty za starosta, żebym ci otwierał?” Wybił Wyrwi-dąb drzwi i wszedł. “Zasadź mię za stół.” - “Nie zasadzę.” Jak zacznie znów Wyrwi-dąb okładać Zawali-górę, ledwie oddychał. Obdarł mu jeszcze potym pas skóry z grzbietu, zjadł obiad i odszedł.
Powraca Niedźwiedzia-juszka i Zawali-droga z polowania, a obiadu nie ma. Pyta się Niedźwiedzia-juszka: “Dlaczegóż nie ma obiadu? “Ha”, odpowiada Zawali-góra, “tak długo nie było was widać, że już nie mogłem dłużej czekać i sam wszystko zjadłem.
Trzeciego dnia został Niedźwiedzia-juszka w domu, a towarzyszy wyprawił na polowanie. I on znów ugotował kocioł pełny mięsa i czeka. Wtem puka ktoś do drzwi. “Kto tam?” pyta się Niedźwiedzia-juszka. Ale Wyrwi-dąb nie odpowiedział na to pytanie, tylko jeszcze silniej zaczął pukać, nareszcie powiada: “otwórz mi!” - “A cóżeś to za starosta, żebym ci otwierał?”, odpowie Niedźwiedzia-juszka. Wyrwi-dąb wyważył drzwi i wszedł. “A widzisz” rzeknie Niedźwiedzia-juszka, “potrafiłeś sobie sam otworzyć.” - “Zasadź mię teraz za stół”, mówi Wyrwi-dąb - “Nie zasadzę.” Jak się zaczą bić, bili się dość długo, ale pokazało się, że Niedźwiedzia-juszka mocniejszy. Swoją siedmiocetnarową pałką ogromnie zbił Wyrwi-dęba. Następnie złapał go za jego siedmiosążniową brodę i wywlókł go na podwórze. Na podwórzu stał pniak do rąbania drzewa. Niedźwiedzia-juszka ciął siekierą w pniak, rozłupał go trochę, wsadził w tę szczelinę koniec brody Wyrwi-dęba, zabiwszy szparę klinem, powrócił do mieszkania.
Kiedy przyszli towarzysze z polowania, powiada do nich Niedźwiedzia-juszka: “no teraz już wiem dla czego to nie mogliście ugotować obiadu, ale chodźcie ze mną, to wam pokażę tego co wam powyjadał mięso z kotła. Wychodzą więc wszyscy trzej na podwórze, gdzie Niedźwiedzia-juszka zostawił Wyrwi-dęba, ale go tam już nie było. Uciekł do swego podziemnego królestwa razem z pniakiem wiszącym u brody. “Kiedy tak”, rzecze Niedźwiedzia-juszka, “to trzeba tam iść do niego; może który z was pójdzie?” Ale ani Zawali-droga, ani Zawali-góra nie mieli wcale ochoty. “Nie chcecie wy iść, to ja pójdę”, powiada Niedźwiedzia-juszka.
Zabrawszy więc swoją siedmiocentnatową pałkę, kazał im siebie spuścić w koszu do królestwa Wyrwi-dęba. Kiedyś już stanął w tem królestwie, zaczął szukać Wyrwi-dęba. Po długiem szukaniu udało mu się nareście odnaleźć go. Wyrwi-dąb siedział na ziemi, a obok niego bardzo piękna panna, która mu iskała brodę. Zaledwo Wyrwi-dąb ujrzał Niedźwiedzią-juszkę, zerwał się na nogi i zaczęła się bitwa. Ale Niedźwiedzia-juszka i tym razem okazał się silniejszym i po krótkiej walce zabił Wyrwi-dęba. Następnie zabrawszy pannę, która była u Wyrwi-dęba i bogactwa jakie się tam znalazły, rozkazał towarzyszom swym wywindować po kolei, najpierw ją, a później owe skarby. Sam miał zamiar wsiąść do kosza dopiero na ostatku. Lecz nie ufając swym towarzyszom, kiedy opuścili trzeci raz kosz po niego, zamiast wsiadać sam, włożył odpowiednią ilość kamieni. To go ocaliło od śmierci, gdyż Zawali-droga i Zawali-góra, chcąc pozbyć się swojego pana, przecięli sznur, kiedy kosz był na połowie drogi do góry.
Wrócił więc do królestwa Wyrwi-dęba, nie mając już nadziei wydostania się kiedyś na ten świat. Błądził tak przez jakiś czas, aż nareście napotkał na drzewie gniazdo orłów z pisklętami. Lecze w tejże chwili zerwała się ogromna burza z gradem. Niedźwiedziej-juszce żal się zrobiło tych piskląt, któreby grad pozabijał i przykrył je swoim płaszczem. Kiedy burza przeszła, nadleciał stary orzeł, ojciec piskląt. Widząc swoje dzieci żywe, bardzo się ucieszył i nie wiedział jak Niedźwiedziej-juszce dziękować, gdyż dotąd rok rocznie grad mu je zabijał. Niedźwiedzia juszka opowiedział orłowi swoje przygody, ten zaś chcąc mu się wywdzięczyć, przyobiecał mu, że go stąd wyniesie. W tym celu kazał Niedźwiedziej-juszce przygotować mięsa z całego wołu i objaśnił go, że jak będą lecieć, a orłowi sił zabraknie, żeby mu kładł po kawałku mięsa do dzioba.
Niedźwiedzia-juszka spełnił rozkaz i kiedy już miał mięso przygotowane, siadł na orła i puścili się w drogę. W drodze, ile razy orzeł odwrócił dziób, tyle razy Niedźwiedzia-juszka kładł mu na weń po kawale mięsa. Pod samym jednak wierzchem brakło mu już mięsa. Kiedy zaś orzeł zażądał pożywienia, Niedźwiedzia-juszka odciął sobie łydkę i włożył mu do dzioba. Gdy już stanęli u celu, powiada orzeł do niego: “coś ty mi dał za mięso na końcu, co takie było słodkie?” Dopiero mu Niedźwiedzia-juszka wytłumaczył, co to było za mięso. Następnie pożegnał się z nim i puścił się w drogę, mając nadzieje odszukać swoich dawnych służących i pomścić się na nich. Szukał ich dość długo, aż nareszcie trafił do zamku, gdzie zamieszkiwali razem z panną od Wyrwi-dęba. Niedźwiedzia-juszka ukarał ich obydwóch śmiercią, sam zaś ożenił się z panną i odtąd żył już szczęśliwy.
Fragment pochodzi z pozycji: Ciszewski Stanisław, Lud rolniczo-górniczy z okolic Sławkowa w powiecie olkulskim dostępnej w domenie publicznej w serwisie Polona: https://polona.pl/item-view/38302478-1458-4db7-b1c7-4b7c369c8ab7?page=283
Źródło ilustracji Muzeum Etnograficzne w Krakowie: Gniazdo bocianie, Gawłowa Katarzyna https://zbiory.etnomuzeum.eu/pl/katalog-zbiorow/71426 [dostęp 25.07.2024]